magdaraczka.com

#załóżkolor i nie daj się jesieni!

Krótka historia żółtej marynarki

Wszystko zaczęło się od żółtej marynarki, którą kupiłam sobie na 30-ste urodziny na wyjazd do Malagi. Miała być żółta, nieważne czy była z poliestru, taka miała być i koniec. To nie był dla mnie oczywisty wybór, a raczej przewrót. Przez większość mojego życia kupowałam ubrania praktyczne (no, może poza małymi wyjątkami, jak biała kurtka na zimę, chociaż chodziłam w niej 3 sezony!). W moim rodzinnym domu nigdy się finansowo nie przelewało, więc nie mogłam sobie pozwolić na wszystko co chciałam i moje wybory musiały być po prostu racjonalne – ubrania musiały do siebie pasować i być praktyczne. W mojej szafie królowały szarości, granat i biel – wydawało mi się, że to takie kolory „dorosłej kobiety”. Róż? Zapomnij, przecież to kolor dla infantylnych dziewczynek. To, jak wyglądam, miało być udowodnieniem całemu światu: jestem dorosłą kobietą, podejmuję dorosłe i odpowiedzialne decyzje, traktuj mnie poważnie. Może to przez to, że mam dziewczęcą urodę, miły głos i nawet, gdy byłam tuż przed 30-stką i miałam dziecko, myślano, że zaczęłam studia. To ma swoje oczywiście głębsze korzenie, ale nie o tym ten wpis 😉

Jedno się natomiast nie zmieniło – sama z siebie nigdy nie założę czerni.

I w tej Maladze, podczas moich 30-tych urodzin, poczułam jak ten żółty kolor mnie uwalnia z tego wyobrażenia jak mam wyglądać i co nosić. Malowałam usta na różowo, nosiłam kolorowe opaski na włosach, miałam w nosie co ktoś sobie o mnie pomyśli, choć zakładam, że nikt wtedy o mnie tam nie myślał 😅  Od tego momentu to, co na siebie zakładam zaczęło być formą zabawy, eksperymentowania, szukania. I ma to dla mnie bardzo symboliczny wymiar, bo byłam wtedy mamą 6-miesięcznego chłopca, który wywrócił mój świat do góry nogami, i to szukanie siebie na nowo działo się wtedy na bardzo wielu płaszczyznach.

Po powrocie zaczęłam szukać informacji o wpływie kolorów na nasze samopoczucie. Zaczęłam pisać nawet tekst, ale został tylko szkicem i nigdy go nie opublikowałam, no bo kogo by to interesowało. Aż do stworzenia Bardzo Słodkiego eBooka i pobytu w Porto. 

Róż, wszędzie róż!

Jak wiecie, Bardzo Słodkiego tworzyłam tylko z tym co miałam pod ręką. A ponieważ nie miałam żadnych teł, tysiąca propsów, musiałam sobie jakoś poradzić. Nagle wpadłam na pomysł, że po prostu kupię kolorowe kartony i to będą moje tła. Kiedyś chciałam się pobawić formą, kolorem, pójść w stronę totalnej prostoty, gdzie najbardziej liczy się odczucie, z którym zostajesz po zobaczeniu zdjęcia, niż wszelkie kompozycyjne i techniczne poprawności. No i poszłam w to na całego! Różu było dużo, każdy kto ma Bardzo Słodkiego, ten o tym wie 😀 Mało kto robił wtedy takie proste, kolorowe zdjęcia. To też mnie nauczyło, że w mojej twórczości jestem wolna, mogę robić co chcę. Nie interesują mnie już trendy, ani jak inni te zdjęcia robią, bo to częściej prowadziło mnie do frustracji niż radości z tworzenia.

Potem całkiem nieintencjonalnie kupiłam sobie w Porto intensywnie różową plisowaną spódnicę (bo była na promce, hehe), której kiedyś nigdy bym nie założyła. A ja nie dość, że bardzo często ją zakładałam, to łączyłam ją z…. pomarańczowym lub żółtym t-shirtem (w sumie za wiele tych koszulek w Portugalii ze sobą nie miałam, więc też nie do końca miałam wyjście :D). I to nagle stało się moim ulubionym połączeniem kolorystycznym, które niektórym nie mieści się w głowie! Wtedy przypomniałam sobie historię żółtej marynarki i postanowiłam coś z tym tematem zrobić po powrocie do Polski… I tak zrodził się pomysł na #ZAŁÓŻKOLOR. 

 

Kolor ma moc!

Po powrocie udało mi się zrealizować dwie sesje zdjęciowe z Magdą Barcik (@magda.barcik.ceramika) i Olą Karczmarek (@chwastyibadyle.pl). Każda z nas miała swój wyjściowy pomysł i ja bardzo chciałam zagrać różem i pomarańczem – bardzo dobrze jest zacząć planowanie sesji od wizji kolorystycznej. Początkowo miała to być słodka stylizacja rodem z Pinteresta (bo czasem chcesz jednak robić zdjęcia jak inni): wypieki na paterze, sernik z lemoncurd, jakieś babeczki, świeczki, kwiatuszki, duperelki. Jednak wróciłam do moich pierwotnych założeń: kolor ma grać pierwsze skrzypce. A co ma pomarańczowy kolor? Egzotyczne owoce! Od razu pomyślałam o papai i pomarańczy. Zielone gałązki od Oli ożywiły całość tej egzotycznej martwej natury, a całość świetnie się zgrała z ceramiką Magdy.

Piszę o tym, bo czasem zapominamy, że najprostsze rozwiązania: odpowiedni kolor i światło mogą oddziaływać dużo silniej, jeśli wykorzystamy je świadomie (to dla tych, którzy fotografują). I czasem naprawdę tyle wystarczy! Skupianie się tylko i wyłącznie na poprawności technicznej zabiera nam sprzed oczu to, co w tworzeniu jest bardzo ważne – wyrażeniu siebie.

Tej jesieni załóż kolor!

Kolor może nas zainspirować, wpływać na nasze samopoczucie, decyzje. Nie doceniamy jego możliwości. Dlatego tym prostym wyzwaniem chcę Cię zachęcić do eksperymentowania z kolorem!

Może jesteś osobą, która tak jak ja, kiedyś nie chciała się rzucać w oczy i zakładanie czegokolwiek kolorowego uważała za dziecinne? A może uważałaś, że to po prostu niepraktyczne? Może nie wiesz w jakim kolorze Ci dobrze? A może chcesz się dowiedzieć jak łączyć kolory w fotografii? A może zwyczajnie szukasz inspiracji?

Postaram się edukować razem z Tobą i przybliżyć ten barwny temat, który teraz pociąga mnie jak nigdy wcześniej. Szykuję dla Ciebie koła barw, przykładowe palety kolorystyczne, inspiracje jak łączyć ze sobą kolory. Żeby dołączyć do wyzwania, wystarczy wrzucić zdjęcie na swoim koncie na Instagramie, oznaczyć mnie (@magdaraczka_fotografuje) i użyć hashtagu #załóżkolor. Tylko tyle! Ja ze swojej strony będę tworzyć materiały, które pomogą Ci z pracą z kolorem.

Na pewno będę wysyłać je newsletterem, cały czas możesz się na niego zapisać tu (klik, klik).

Jesteśmy w kontakcie!
Magda